"Czasami jednak ludzie zmieniają się z miłości. Jeśli nie wierzysz to znaczy, że jeszcze nigdy nie kochałaś"

środa, 7 maja 2014

Rozdział I " Ostatnie dni spokoju"

Już dziś dodaje rozdział tego opowiadania. Mam nadzieję, że się spodoba.
Proszę o KOMY... Rozdział zajął mi ponad 25 stron zeszytu. Więc podzielę go sobie na kilka  części... Mam nadzieję, że idea się spodoba z resztą tak jak stroje. :)

                                          Rozdział I - Część I
                   Ostatnie dni spokoju...
      Jechałam główną drogą do miejsca gdzie miałam zacząć wszystko od początku swoim motorem 90 km/h, słuchając hitów RMF. Zastanawiałam się jak będzie wyglądało moje życie. Czy będę szczęśliwa? Co przyniesie mi los? I czy dam miłości jeszcze jedną szansę? Dobrze, że mam moją kochaną Roxy. W końcu to ona zapisała mnie do tego liceum, o szczerze mówiąc dziwnej nazwie...
Słodki Amoris... Tak, to ta nazwa. No dobra może nie będzie tak źle... Na pewno nie będzie gorzej niż w gimnazjum. Historia z NIM (pozwólcie że nie zdradzę imienia) nie mogła się powtórzyć. To było szczerze straszne. Zaufałam mu a on mnie bezczelnie wykorzystał i wyjechał... A ja głupia mu zaufałam.
 Po głębokich rozmyśleniach, mogłam wreszcie ujrzeć wielką tablicę o treści nazwy miasteczka:
Marto De maro*. To oznaczało, że jestem w miejscu gdzie zacznę wszystko od nowa. Zatrzymałam się na poboczu i wyjęłam z kieszeni skórzanej kurtki telefon. Postanowiłam poinformować siostrę o przyjeździe do miasta. Zadzwoniłam do niej, a czekając aż odbierze zauważyłam, że jacyś dziwni kolesie mi się przyglądają. No dobra miałam na sobie strój rasowej motocyklistki, ale w gruncie rzeczy byłam miła i skromna. Wreszcie usłyszałam słodki głos mojej Roxy.
-Witaj Roxy. To ja twoja...- nie zdążyłam dokończyć, bo siostrzyczka mi przerwała.
- Rebeka, dojechałaś? Czekam na ciebie na dworcu!!!- oznajmiła mi i się rozłączyła. 
Dobrze,  że postanowiłam zapoznać się z mapą miasta. Ruszyłam w drogę. Po jakiś dziesięciu minutach zobaczyłam Roxy. Miałam ochotę rzucić motor i pobiec do siostry. Ale w końcu jestem poważną nastolatką i nie mam chorej głowy. Spokojnie dojechałam do brunetki. A ona jak tylko mnie ujrzała to pomachała mi serdecznie...
- Witaj Rebby! Jak ty się zmieniłaś!- rzuciłam jej się na szyję.
-Kochana Roxy! Ty za to wcale.- uśmiechnęłam się do niej serdecznie.
-A jak się czujesz? W końcu za tydzień zaczynasz szkołę.
-Świetnie. A jak by inaczej. W końcu niema tu Nata...
-No już. Nie warto przejmować się tym co było.
- Możemy już jechać?
-Oczywiście, ja wezmę twoje bagaże a ty pojedziesz za mną. Dobrze?
- Tak- odpowiedziałam krótko, by móc uciec od wspomnień, niestety tak się nie da... Wsiadłam na motor i zaczęłam jechać. 
Po kilkunastu minutach samochód zatrzymał się. Ale to nie mógł być jej dom, bo ona przecież mi mówiła, że mieszka w domku, a to była willa. Zatrzymałam się i czekałam co powie mi moja kochana siostra.
-Witaj w moich skromnych progach.- powiedziała otwierając mi drzwi.
- T-to nie może być twój d-dom.
- Rebeka, nie denerwuj się... To mój dom. Teraz także twój.
-N-no dobrze.
Oprowadziła mnie, a na koniec pokazała mi mój pokój. Ściany purpurowe, a podłoga ciemno-brązowa. Pod ścianą stoi wielkie łoże z baldachimem. Na przeciwko stoi wielka szafa, biurko i drzwi do łazienki. Drugie pomieszczenie było czarno-białe. Prysznic ciemny,a reszta jasna. Ściany w szachownicę. Siostra poinformowała mnie o  jutrzejszym spotkaniu z jakąś Irys. Potem już zanurzyłam się w krainie snów. W końcu  jutro czeka mnie pracowity dzień.
    Rano z mojej sennej krainy wybudził mnie dźwięk dzwonka do drzwi. To zapewne ta dziewczyna.
Jak ona miała? A no tak Irys! Siostra otworzyła jej drzwi i krzyknęła, że mam być na dole za kwadrans. Od niechcenia krzyknęłam, że zaraz tam będę. Powoli zwlekłam się z wielkiego łóżka.
Doszłam do szafy i wyjęłam: białą bluzkę, niebieską spódniczkę i białe szpilki. Swoje długie i często niesforne włosy zaczesałam do tyłu i związałam kucyka. Po połowie wyznaczonego czasu sięgnęłam po torbę i ze schodów. Uścisnęłam siostrę i powoli doszłam do dziewczyny o ognistych włosach i błękitnych tęczówek. 
- Witaj miło cię poznać. Jestem Rebeka dla przyjaciół Rebby. A ty to pewnie Irys?- wyciągnęłam dłoń do ślicznej dziewczyny ubranej w zielonkawą kieckę.
- Cześć. Tak, widzę. że twoja siostra ci o mnie mówiła. To co pokazać ci miasto?
- No jasne możemy już iść. Pa Roxy...
 Wyszłyśmy z domu, jako pierwszą rzecz pokazała mi drogę do liceum. Potem jeszcze jubilera, jakieś dyskoteki, 3 kawiarenki i bar, a na końcu jeszcze centrum handlowe oraz  piekarnia. Na ulicy stał jakiś mężczyzna z lodami, więc ja kupiłam sobie truskawkowe,a ona czekoladowe. Na końcu jeszcze przysiadłyśmy na ławce i zaczęłyśmy rozmawiać. Została nam, jeszcze cała godzina do 14:00.
- Przykro mi, ale...
-Coś nie tak?
-I nie,i tak po prostu ja mam 17 lat i nie będziemy chodzić razem do klasy. Ale może jeszcze przedstawię ci kilka osób w twoim wieku. Co ty na to?- No świetnie minus jedna znajoma na start.
- No dobrze. A i Irys mam pytanie.
-Słucham...
-Będziemy tu tak siedzieć?
- No właściwie mam jeszcze jedno miejsce. To stawek w parku. Ale czy na pewno chcesz tam iść?
Chodzą tam nie przyjemne typy.
- Trudno ja się nie boję. Chodziłam na kilka lekcji karate.- zaśmiałam się a ona podała mi rękę i zaczęła ciągnąć w strasznie ciemny zakamarek parku.
     Ale cóż jak to się mówi: Nie oceniaj książki po okładce. Na miejscu aż zaparło mi dech w piersiach. Jezioro w kształcie serca było otoczone cudownymi kwiatami. Pod brzegiem stały dwa wielkie kamienie. Oparłam się o nie z Irys i znów odpłynęłam w krainę snów. Ktoś niestety musiał zakłócić mój spokój. Ponieważ poczułam na sobie wściekłe spojrzenie tej osoby. Otworzyłam swoje błękitne oczka i ujrzałam...
  
Marto De maro- To miasto wymyślone przeze mnie ...

                                  Teraz obrazki i stroje postaci:
Irys:

Rebeka:




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz