Rozdział I - Część 2
Ostatnie dni spokoju
...jakiegoś czerwonowłosego chłopaka, który patrzył na mnie wściekłym wzrokiem. Uderzyłam Irys w łopatkę. Raz... Dwa... Trzy... No wreszcie! Poruszyła się.
- Czemu mi przeszkadzasz?! Próbuje odpocząć! - powiedziała ironicznie.
- Hm...- chwila zastanowienia - Spójrz w górę a się przekonasz!
Odwróciła głowę obojętnie i powiedziała do już mniej wkurzonego chłopaka.
- KASTIEL! Proszę cie nie przeszkadzaj!
- No dobra, ale to wy zajęłyście mi moją miejscówkę. - gdy mówił te słowa spoglądał na Irys, a potem jego wzrok skierował się na moją skromną osóbkę. - A kim jest twoja Koleżanka???
- No właśnie kto to jest? - zapytałam Irys.
- Rebby to Kastiel. Kas to Rebeka.
- Cześć. - uśmiechnęłam się do niego - Idziemy?
- Tak, już. - Irys podniosła się i podała mi rękę.
-A dokąd się wybieracie?- zapytał. Tylko po co mu ta informacja?
-A co ci do tego?- Ja taka miła delikatna duszyczka i taka odpowiedź ;(
-Może chciałbym was odprowadzić?!?
-No dobra chodź.- szybko odpowiedziałam i ruszyłam.
Chwilę potem byliśmy już na alejce w parku. W pewnym momencie zorientowałam się, że jakoś ciężko mi się oddycha. Obróciłam głowę i zobaczyłam chłopaka trzymającego moją talię. A Irys nie reagowała. Próbowałam się wyrywać ,ale niestety nie udało mi się. W pewnym momencie zrobił o krok za daleko zaczął mnie całować po szyi. Tego było już za wiele!!! Wyrwałam mu się, pociągnęłam Irys za sobą. Biegłyśmy przez dłuższą chwilę, ale w końcu dotarłyśmy do baru Roxy.
-Co to było? Jestem bardzo zaskoczona jego zachowaniem.- zapytałam.
-Kastiel jest dość bezpośredni.
-Dość BEZPOŚREDNI!?
Nie odpowiedziała. Weszłyśmy do baru Roxy. Zaczęłyśmy pracę... Jeden... Dwóch... Trzech...
Czterech... Pięciu... Do domu wróciłam całkiem padnięta więc położyłam się na łóżku i usnęłam.
Rano z moich objęć Orfeusza wyrwał mnie dźwięk otwierających się drzwi. To moja kochana siostra postanowiła mnie zabrać na wielkie zakupy. Leniwie podniosłam się z łóżka i podeszłam do szafy. Wyjęłam z niej błękitną sukienkę i beżowe koturny. Roxy była ubrana w pudrowe-różowe szorty i białą koszulkę. W centrum handlowym w jednym ze sklepów spotkałyśmy biało-włosą dziewczynę o imieniu Roza także chodzi do Amorisa i ma 16 lat. Ubrana była w sukienkę w stylu wiktorińskim. Ogólnie była bardzo ładna. Będzie chodzić ze mną do klasy. Ma chłopaka o imieniu Leo, a jego brat ma na imię Lysander. Obiecała, że we wrześniu mi ich przedstawi. Po rozmowie która trwała zaledwie 45 minut, ruszyłam na zakupy. W pierwszym sklepie kupiłam sobie kilka topów, bokserek i sweter. W drugim trzy pary rurek i dwie spódniczki. W trzecim cztery sukienki. W sklepie z butami kupiłam sobie conversy,botki,trampki,koturny i rzymianki. Potem jeszcze bielizna. Strój do W-F i buty po szkole na koniec. Nowy Smartphone. Pięć par kolczyków, dwa naszyjniki, cztery bransoletki i trzy pierścionki. Po podsumowaniu wydałam około 3000 zł.
Byłam już gotowa na 1 września... A przynajmniej tak mi się wydawało. Te trzy dni minęły mi bardzo szybko, i już za dwa dni zaczynam szkołę.
Rebeka: Roxy:





Zakupy:


Moja Pobudka:

-A dokąd się wybieracie?- zapytał. Tylko po co mu ta informacja?
-A co ci do tego?- Ja taka miła delikatna duszyczka i taka odpowiedź ;(
-Może chciałbym was odprowadzić?!?
-No dobra chodź.- szybko odpowiedziałam i ruszyłam.
Chwilę potem byliśmy już na alejce w parku. W pewnym momencie zorientowałam się, że jakoś ciężko mi się oddycha. Obróciłam głowę i zobaczyłam chłopaka trzymającego moją talię. A Irys nie reagowała. Próbowałam się wyrywać ,ale niestety nie udało mi się. W pewnym momencie zrobił o krok za daleko zaczął mnie całować po szyi. Tego było już za wiele!!! Wyrwałam mu się, pociągnęłam Irys za sobą. Biegłyśmy przez dłuższą chwilę, ale w końcu dotarłyśmy do baru Roxy.
-Co to było? Jestem bardzo zaskoczona jego zachowaniem.- zapytałam.
-Kastiel jest dość bezpośredni.
-Dość BEZPOŚREDNI!?
Nie odpowiedziała. Weszłyśmy do baru Roxy. Zaczęłyśmy pracę... Jeden... Dwóch... Trzech...
Czterech... Pięciu... Do domu wróciłam całkiem padnięta więc położyłam się na łóżku i usnęłam.
Rano z moich objęć Orfeusza wyrwał mnie dźwięk otwierających się drzwi. To moja kochana siostra postanowiła mnie zabrać na wielkie zakupy. Leniwie podniosłam się z łóżka i podeszłam do szafy. Wyjęłam z niej błękitną sukienkę i beżowe koturny. Roxy była ubrana w pudrowe-różowe szorty i białą koszulkę. W centrum handlowym w jednym ze sklepów spotkałyśmy biało-włosą dziewczynę o imieniu Roza także chodzi do Amorisa i ma 16 lat. Ubrana była w sukienkę w stylu wiktorińskim. Ogólnie była bardzo ładna. Będzie chodzić ze mną do klasy. Ma chłopaka o imieniu Leo, a jego brat ma na imię Lysander. Obiecała, że we wrześniu mi ich przedstawi. Po rozmowie która trwała zaledwie 45 minut, ruszyłam na zakupy. W pierwszym sklepie kupiłam sobie kilka topów, bokserek i sweter. W drugim trzy pary rurek i dwie spódniczki. W trzecim cztery sukienki. W sklepie z butami kupiłam sobie conversy,botki,trampki,koturny i rzymianki. Potem jeszcze bielizna. Strój do W-F i buty po szkole na koniec. Nowy Smartphone. Pięć par kolczyków, dwa naszyjniki, cztery bransoletki i trzy pierścionki. Po podsumowaniu wydałam około 3000 zł.
Byłam już gotowa na 1 września... A przynajmniej tak mi się wydawało. Te trzy dni minęły mi bardzo szybko, i już za dwa dni zaczynam szkołę.
Rebeka: Roxy:
Zakupy:
Moja Pobudka: